#Tribute: Nate Dogg

Dziś swoje 44. urodziny obchodziłby Nate Dogg. Nie ma go z nami już 2.5 roku - i wciąż "Nikt Nie Robi Tego Lepiej". Ten kot jest dla mnie #1, od wielu lat - odkąd gdzieś, kiedyś, przypadkiem na niemieckiej Vivie w programie US/UK Charts, wpadłem na jego "Nobody Does It Better". To było gdzieś w 1998. Wtedy zaczęła się moja fascynacja tym niepowtarzalnym głosem i typem, który dobrze skrojonym garniturem, melonikiem, i fenomenalnym wokalem, wybijał się na tle chłopaków w miodówach, szerokich spodniach i czapkach z daszkiem, gadających do mikrofonu.

Podczas pierwszej swojej wizyty w Londynie, w 2000 roku, kupiłem jego "G-Funk Classics vol. I & II" - do dziś, zdaje się, niedostępne w Polsce; z jego płytami w PL zresztą zawsze był jakiś koszmarny problem - wyłączając "Music & Me". Fascynacja, wówczas ledwo kilkunastoletniego mnie, osiągnęła jeszcze wyższy poziom. Mniej więcej też jakoś wtedy, grzebiąc w historii muzyki - co zawsze było moim ulubionym zajęciem - odkurzyłem "Regulate" Warrena G., w którym zaliczył gościnkę, i który był w jego karierze momentem przełomowym…

Jak dla mnie - topowy głos w całej historii hip-hopu, G-Funku i R'n'B. Gdzie tam takim typom jak Usher, Akon, T-Pain, czy cała reszta tych śpiewaków, do niego. Kokane? Eee, pieje strasznie, mija się z tonacją jak nawalony kierowca z podwójną ciągłą. Nie było lepszego, nie ma, i - szczerze - mocno powątpiewam w to, czy będzie.

Po jego śmierci, niestety dopiero wtedy, udało mi się nawiązać kontakt z jego siostrą - i jednym z jego synów. Pozwoliło mi to poznać postać jednego z najbardziej utalentowanych, choć też najmocniej niedocenionych, artystów hip-hopowego nurtu, od tej mniej znanej strony. Ciekawe, zwłaszcza w świetle tego, że Nate Dogg generalnie nigdy zbytnio nie gwiazdorzył, i raczej trzymał się w cieniu, otoczony aurą tajemniczości, z wiecznie pokerową miną na wszystkich zdjęciach i teledyskach. Ilu z Was widziało uśmiechniętego Nate Dogga, poza tym zdjęciem poniżej?

Nate+Dogg+18

Król refrenów, który pozwolił nadać hip-hopowi wcześniej niespotykaną melodyjność, w którą tchnął brzmienie gospel wyniesione z chórów kościelnych, w których śpiewał jako dzieciak i młody chłopak.

Przez ostatnich 20 lat odeszło od nas wielu raperów: Notorious B.I.G., 2Pac, Big L, Big Pun, Eazy-E, Jam Master Jay, Proof, Mausberg, czy niezliczona rzesza innych, dużo mniej znanych. I choć nie chcę tutaj wartościować czyjejkolwiek śmierci - bo ta zawsze jest stratą, tragedią, zarówno dla najbliższych danej osoby, jak i słuchaczy - to mam wrażenie, że to właśnie zniknięcie Nate Dogga, po 2005 roku u szczytu kariery przecież, odbiło się na brzmieniu hip-hopu najmocniej, i najsilniej tor, jakim ta muzyka podąża, zmieniło.

Szkoda.

Komentarze

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>