"Doggystyle" – 20 lat od premiery kultowej płyty Snoop Dogga

Dokładnie 20 lat temu, 23. listopada 1993 roku, ukazał się album "Doggystyle" Snoop (wtedy jeszcze Doggy) Dogga. Płyta ta zmieniła oblicze hip-hopu na zawsze.

Dziś, dla Was, przyglądam się nieco bliżej tej płycie.
Aby dobrze skumać "Doggystyle", trzeba najpierw przenieść się kilkanaście miesięcy wstecz, do chwili wydania "The Chronic" Dra Dre. Album ten stanowił ekspansję brutalnej, gangsterskiej retoryki, konwencji zaprezentowanej wcześniej przez jego macierzystą grupę, N.W.A. Rozwinięciem była tutaj jednak warstwa muzyczna. Zamiast ciężkich, masywnych bębnów, cutów, drobnych, mocno poszatkowanych sampli, pojawiły się melodie, śpiewane refreny, charakterystyczne dźwięki piszczał, i sample, będące często zapożyczeniami całych linii melodycznych z dawnych utworów (np. "Let Me Ride", oparte na motywie z "Mothership Connection (Star Child)" funkowego Parliamentu, który to fragment ma swoje źródło w pieśni afroamerykańskich niewolników, "Swing Low, Sweet Chariot").

http://www.youtube.com/watch?v=WqtAidR-dgA

"The Chronic" okazał się być olbrzymim sukcesem - zdefiniował nową odmianę gangsterskiego rapu, przemieszaną ze sporą ilości melodyjnych, ale też dziwacznych, nieco kosmicznych sampli, z utworów kolektywów funkowych (w szczególności Parliament/Funkadelic George'a Clintona), nazwaną G-funk (będącą połączeniem G(angsta Rapu), i -funku).

Album sprzedał się w ilości niemal 8 milionów egzemplarzy na całym świecie. Postawiło to w świetle jupiterów nie tylko Dra Dre, wówczas gwiazdę samą w sobie, już nie tylko jednego z członków N.W.A., ale też i jednego z młodych raperów, który pojawił się gościnnie na "The Chronic". Był nim Calvin Broadus, Jr., znany jako Snoop Doggy Dogg. Jako, że zainteresowanie mediów zaczynało się coraz bardziej skupiać na tajemniczym, wtedy jeszcze nieznanym, raperze, zdecydowano się podjąć szybko pracę nad jego solową płytą. Nadzorowana ściśle i skrzętnie doglądana przez Dra Dre, ukazała się pod koniec 1993 roku. Zatytułowana była "Doggystyle".

Przez wielu płyta ta uważana jest za swoisty sequel, drugą część, solowego debiutu Dra Dre - ze względu na bardzo podobny klimat, brzmienie, tematykę i produkcję. Drobna różnica dotyczyć może tempa utworów - te, choć wciąż G-funkowe, są wyraźnie szybsze i bardziej mroczne - mniej jest na płycie browarowego chilloutu i smażenia kiełbasek na grillu znanych z "The Chronic", a więcej ucieczki przed patrolem policji, bocznymi uliczkami, w stuningowanym Cadillacu.

Jednym z ikonicznych elementów albumu jest okładka - stworzona przez artystę Joe Coola, jak i znajdująca się wewnątrz pudełka z płytą, komiksowa książeczka. Oprawa graficzna pochodząca z tej płyty towarzyszyła zresztą Snoopowi przez kilka kolejnych lat, i systematycznie on do niej wracał, choćby na "Tha Doggfather", czy "Tha Last Meal".

(Teraz nastąpi seria ładnych, kolorowych, i DUŻYCH obrazków z książeczki w płycie, a artykuł będzie kontynuowany pod spodem.)

Snoop Dogg - Doggystyle - Front
Snoop Dogg - Doggystyle - Booklet (2-10)
Snoop Dogg - Doggystyle - Booklet (3-10)
Snoop Dogg - Doggystyle - Booklet (4-10)
Snoop Dogg - Doggystyle - Booklet (5-10)
Snoop Dogg - Doggystyle - Booklet (6-10)
Snoop Dogg - Doggystyle - Booklet (7-10)
Snoop Dogg - Doggystyle - Booklet (8-10)
Snoop Dogg - Doggystyle - Booklet (9-10)
Snoop Dogg - Tha Doggfather - Back
Snoop Dogg - Tha Last Meal - Front

Plastyczna, utrzymana w kreskówkowej konwencji okładka, którą właśnie skończyliście przewijać, wywołała sporo kontrowersji. Tytuł albumu, "Doggystyle", jest grą słów - odnosi się zarówno do pseudonimu rapera (pamiętajmy: wtedy jeszcze Snoop Doggy Dogga), oraz do pozycji seksualnej "na pieska" (po angielsku - "doggystyle" właśnie). I tak, na okładce znajduje się para pośladków wystająca z psiej budki, jakby zapraszająca do tego, żeby… z niej skorzystać. Po wydaniu płyty pojawiało się wiele opinii na temat okładki - którym, skądinąd, trudno zarzucić brak słuszności - jakoby okładka płyta była swoistą metaforą tematów poruszanych na płycie - narkotyki, (kradzione) samochody, pieniądze, ale też - w dużej mierze - seks. Obrazek dolnej części ciała miał bezpośrednio odnosić się do, górującego nad całą tą mieszanką, mizoginizmu i przedmiotowego traktowania kobiet. Złe? No niby tak, ale z drugiej strony - w rapie obecne od dawna, męski punkt widzenia zawsze w tym gatunku dominował. Snoop zaś wszystkie ataki na siebie kontrował w następujący sposób:05.snoop_dog
"Mogę rapować tylko o rzeczach, które są mi znane. Nie będę rapował o robieniu magisterki. Będę rapował o tym, co znam - o życiu na ulicach, o codzienności". Dodawał również, dość pokrętne - ale zabawne z dzisiejszej perspektywy - wytłumaczenie: "Młodzi ludzie w gettach mogą łatwo wpaść w złe towarzystwo. Sam przez to przeszedłem, wiem, jak jest. Nie gloryfikuję, ale też nie mędrkuję - pozwalam im poczuć tę atmosferę, bez wchodzenia w to środowisko". Nadrobił jednak kolejnym oświadczeniem "Po wydaniu tego albumu wybieram się na misję pokojową. Wiem, że mam wpływ na młodych ludzi - więc gdy im powiem 'Nie strzelajcie', to nie będą strzelać". Cóż… Kto zna twórczość Snoopa, ten wie, że nie bardzo wyszło.

Produkcja albumu, a przynajmniej - jego ostateczne brzmienie, leżało w rękach Dra Dre. Jak mówi Bruce Williams, jeden ze współpracowników producenta, praca z producentem - mającym się stać legendarnym - przebiegała następująco:

"Dre jest zawsze pierwszym, który wchodzi do studia, i ostatnim, który z niego wychodzi. Zaczyna układać perkusję. Kiedy słychać już regularny bit, ludzie zaczynają powoli wchodzić do studia. Każdy cośtam wypije, cośtam zapali. Nie mija dużo czasu, aż sekcja perkusyjna zaczyna nabierać kształtu. Wtedy wszyscy raperzy obecni w studio, chwytają za długopisy i notatniki. Zaczynają pisać, a Dre nadal pracuje nad bitem - tak, żeby w momencie, kiedy bit będzie gotowy, oni mogli natychmiastowo wejść do kabiny i zacząć nagrywać. Była tam niesamowita atmosfera - pełno dzieciaków, mających straszny apetyt na sukces, i chęć zrobienia czegoś odjechanego. Tam nie dało się być słabiakiem."

O metodach pracy Dra Dre wspomniał też, w kilka lat później, Josh Tyrangiel z magazynu "Time", który przez kilka dni towarzyszył producentowi w studiu:

"Każdy utwór Dra Dre zaczyna się w taki sam sposób: Dre staje przed maszyną perkusyjną, a naokoło otaczają go świetni, zaufani muzycy - dostępni na zawołanie. Dr Dre wklepuje dźwięki perkusji robiąc pętlę, po czym prosi, by muzycy zaczęli pod nią grać wedle uznana. Gdy usłyszy coś, co mu się spodoba, prosi muzyka grającego dany motyw na bok, i doradza mu, jak dopracować melodię".

Na płycie również miał szansę rozbłysnąć w pełnej krasie wokal Snoopa - charakterystyczny, nosowy, często poza bitem, ale wciąż pozostający w konkretnej relacji z nim. Mimo opowiadania często o wyjątkowo brutalnych zdarzeniach, w bardzo dokładny i obrazowy sposób, wciąż wyluzowany i ultra-pewny siebie; z jednej strony - chłodny i bezemocjonalny, z drugiej - rozżarzony do czerwoności światłem słonecznej Kalifornii. Przerywany, pełen strategicznych pauz zwiększających dramaturgię utworu, ale pewnie kroczący do przodu. Niecodziennie akcentowany, pełen przerzutni i niespodziewanych rymów. Do czego Snoop się wielokrotnie przyznawał, inspirowany zarówno Slick Rickiem (którego "La Di Da Di" zresztą nagrał cover na swojej płycie), oraz Richie Richem.

Album był podobnym sukcesem, co debiutancka płyta Dra Dre. Sprzedał się w ilości ponad 5 milionów egzemplarzy w Stanach Zjednoczonych, i przyczynił się do ucementowania gatunku znanego jako G-funk - opartego na ciężkich basach, melodyjnych portamento (tak fachowo nazywają się "te piszczały"), niemałej ilości śpiewanych refrenów, okraszonych sporą dawką ostrej, bezpośredniej, brutalnej retoryki.

Brzmienie to eksplodowało na kilka dobrych lat na całe Zachodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych, robiąc prawdziwe gwiazdy ze Snoop Dogga, Dra Dre, ale również pokłóconego ze swoim bratem Warrena G., jego najlepszego ziomala od śpiewanych refrenów - Nate Dogga, nieco gorzej śpiewającego Kokane'a, Daza Dillingera, Kurupta, wytwórni Death Row Records, oraz niezliczonej ilości pomniejszych raperów, którzy chętnie podjęli się tworzenia utworów w nowej, modnej i ciekawie brzmiącej konwencji. Wszystko trwało aż do momentu upadku wytwórni Death Row i śmierci powiązanego z nią 2Paca, oraz jego nemesis, Notoriousa B.I.G. To jednak osobny temat na osobny artykuł, bo tak rozległy, że można o nim napisać nawet książkę.

1398276_10151864091163402_286509284_o
(za temat Death Row Records weźmiemy się innym razem, proszę ;))

Oficjalnie z albumu ukazały się trzy single: "Who Am I (What's My Name)", "Gin & Juice" oraz "Doggy Dogg World" - praktycznie wszystkie utwory jednak zostały wydane w formie singla CD lub winylowego takiej lub innej (czytaj: mniej lub bardziej oficjalnie). W związku z tym, wiele kawałków, które nigdy nie doczekały się oddzielnej promocji w postaci od początku do końca przygotowanego wydawnictwa i teledysku, stało się klasykami niemniejszymi, niż te wydane na oficjalnych singlach (wystarczy tu wspomnieć choćby "Ain't No Fun (If The Homies Can't Have None)", z gościnnym udziałem Warrena G., Kurupta oraz Nate Dogga, do którego Nate zresztą nawiązał w swojej zwrotce w "Xxplosive" z drugiego albumu Dra Dre). Jednym słowem - ten album to krążek pełen hitów.

Nie wszystko było jednak tak zielone - "Doggystyle" okazał się być kością niezgody pomiędzy producentem albumu, Drem Dre, a Warrenem G. - prywatnie, jego bratem (raperzy mają tą samą matkę, ale różnych ojców), a publicznie - raperem i producentem, wówczas - podobnie jak Snoop - początkującym. Jeden z członków zespołu Tha Dogg Pound, powiązanego z Death Row gdzie wydawali Snoop i Dre, raper i producent Daz Dillinger, zarzucił Drowi Dre, że przyjął bity jego i Warrena G., jednocześnie nie wpisując ich na listę płac (tzw. "creditsy" - listę osób zaangażowanych w powstanie utworu, umieszczaną zawsze pod każdym utworem, istotną, bo gwarantującą odpowiednie prawa i przychody).

Od tego czasu współpraca raperów była mocno sporadyczna - podobno, przez jakiś czas, skutecznie blokowana przez Suge Knighta zarządzającego Death Row Records, gdzie wydawali Snoop i Dre, nielubiącego zbytnio Warrena. Sytuacja, jak to często w takich wypadkach bywa, jest niejasna. Fakty są jednak takie, że Dre od tego czasu pojawił się gościnnie w klipie do "Do You See", zrobił dla Warrena G. remiks "Game Don't Wait", a także wyprodukował jego singiel "Lookin' At You", w którego oryginalnej, niewydanej wersji rapował. Wszystko to jednak pomniejsze projekty, bez większego rozmachu, zaangażowania medialnego, czy - późniejszych - sukcesów. Warren nie pojawił się też na drugim, i dotychczas ostatnim, albumie Dra Dre - "2001". Szkoda, bo mogłoby to być naprawdę fajne collabo.

O czym mało się mówi, a warto wspomnieć: na "Doggystyle" Snoop Dogga zadebiutowała Nanci Fletcher, córka jazzowego wokalisty, Sama Fletchera. Pojawiała się w wielu produkcjach spod znaku Death Row, ale i DefJam (m.in. "G'z And Hustlas" Snoopa z "Doggystyle'a" właśnie, "Keep Their Heads Ringin'" Dra Dre, czy "So Many Ways" i "I Shot The Sheriff" Warrena G.).

Na sam "Doggystyle" patrzy się - i słucha się go - po latach ciekawie, i z dużym sentymentem. Jest to swoisty kamień milowy w dziejach hip-hopu - wobec tego nie ma najmniejszych nawet wątpliwości. To płyta, która stanowiła wyraźną ewolucję hip-hopowego gatunku, biorąca go na nieodkryte, niezdobyte dotychczas tereny. Przez umocnienie zapoczątkowanego przez "The Chronic" G-funku, doprowadziła do eksplozji podobnych brzmień - z jednej strony przepełnionych brutalną, bezlitosną rzeczywistością, twardymi realiami przedmieść i ubogich dzielnic amerykańskich miast; z drugiej strony zaś - bardzo melodyjnych, beztroskich, imprezowych. Dominowały one przez dobrych kilka lat, swoją popularność kończąc gdzieś w okolicach '96-'97 roku, kiedy to Nowy Jork - i East Coast rap, a później także i Południe - zaczynały przybierać na sile i wyznaczać kierunek na amerykańskiej scenie rapowej. Pierwsza połowa lat '90-tych należała jednak do Death Row Records i jego podopiecznych - a jednym z najciekawszych artefaktów z tej hip-hopowej epoki jest właśnie debiutancka płyta Snoop Dogga.

PS Podziękowania dla Mietka za dodatkowe info :)

Komentarze