"Doggystyle" – 20 lat od premiery kultowej płyty Snoop Dogga

Dokładnie 20 lat temu, 23. listopada 1993 roku, ukazał się album "Doggystyle" Snoop (wtedy jeszcze Doggy) Dogga. Płyta ta zmieniła oblicze hip-hopu na zawsze.

Dziś, dla Was, przyglądam się nieco bliżej tej płycie. ...czytaj dalej

Brak Komentarzy

Zamach na JFK: 8 piosenek zainspirowanych śmiercią amerykańskiego prezydenta

Dokładnie 50 lat temu, na oczach milionów, zastrzelony został prezydent John Fitzgerald Kennedy. Jego śmierć, utrwalona na taśmie filmowej i przebiegająca w miejscu publicznym podczas wiecu politycznego, wstrząsnęła opinią masową.

Śmierć amerykańskiego prezydenta odbiła się również na przemyśle muzycznym - zwłaszcza tym amerykańskim. Powstało bowiem całkiem sporo utworów, które opowiadają o tym zdarzeniu - bądź są przez nie pośrednio inspirowane. Dziś przyglądam się 8 z nich, dając Wam okazję obejrzeć do nich teledyski i je przesłuchać.
...czytaj dalej

Brak Komentarzy

Cezik i Polak w brytyjskim "Mam Talent" – o co tak właściwie w tym wszystkim chodzi?

Cezik wkręcił dziś 3/4 Polski swoim materiałem z brytyjskiej telewizji, w którym pokazuje "Polaka biorącego udział w »Britain's Got Talent«", i śpiewającego całkowicie nonsensowną - choć zabawną - piosenkę.

"Jakim cudem?", zapytacie. Cóż - wszystkich patriotów muszę zmartwić, za to pewnie ucieszę twardo stąpających po ziemi realistów: wszystko opiera się o bardzo sprytny montaż i dubbing.
...czytaj dalej

Brak Komentarzy

a-ha "Take On Me" – historia utworu

Często lubię wracać do starych przebojów — być może dlatego, że kiedyś mimo - a może właśnie "z powodu" - ograniczeń technicznych, piosenki przede wszystkim "pisano". Dziś zaś muzykę się - po prostu - robi. Dzięki podejściu innemu od współczesnego, muzyka, zwłaszcza ta późnych lat '70-tych, '80-tych i '90-tych, pełna jest zapadających w pamięć riffów, licków, pozostających w głowie motywów, których na próżno szukać w dzisiejszych wydawnictwach. Jeden z takich właśnie motywów ma Take On Me - największy przebój norweskiego zespołu a-ha.
...czytaj dalej

Brak Komentarzy

Bonus BGC i kilka słów o Internetowych celebrytach

Bonus BGC to ciekawy przypadek, dobrze obrazujący czasy, w jakich wszyscy funkcjonujemy. Bo tu nagle okazuje się, że gwiazdą można stać się człowiekiem z wyjątkowo ubogim słownictwem (choć to wiadomo już od czasów Dody), ale mało tego: będąc też marnym raperem; gościem o współczynniku inteligencji, który - nawet pomnożony x 5 - nie pozwoliłby zakwalifikować się do MENSY; i okropnym wyjcem, który bezwstydnie i bezceremonialnie upija się - odzierając się w imię sławy z resztek godności - po czym swoje figle-migle, koszałki-opałki i inne wygłupy (w tym i masakrowanie, z wprawnością dyplomowanego masarza, popularnych piosenek), utrwala na kamerze, i - ku uciesze gawiedzi - wrzuca na YouTube'a. Ufff, sporo tego.
...czytaj dalej

Brak Komentarzy

Miley Cyrus rasistką?

OK, bądźmy poważni. Chociaż przez chwilę.

Miley Cyrus nie przestaje szokować. Poniekąd to dobrze, bo plan marketingowy, związany z wydaniem nowej płyty "Bangerz" (premiera 4. października, miejcie to na uwadze), wypełnia na szóstkę. Co jednak - mam wrażenie - umyka większości ludzi w Polsce, niestety, to fakt, że obywa się to w oparach o nieprzyjemnym zapachu kulturowego zawłaszczania - będącego, mimowolnie, dalekim echem segregacji rasowej w Stanach Zjednoczonych.

Stąd ta czkawka.

Bo dla większości świata, przynajmniej tego nie-postkolonialnego, gdzie kwestia niewolnictwa/segregacji/społeczeństwa głęboko klasowego, i tak dalej, nie jest problemem - Miley Cyrus szokuje: tyłkiem na VMA, cyckami na iHeartRadio, czy jęzorem wywalonym na niezliczonej ilości mniej (lub bardziej) pozowanych zdjęć.

Ale to tylko jedna strona medalu.

O drugiej, niestety, mówi się w Polsce niewiele (a szkoda, bo jest muzycznie i socjologicznie ciekawa). Mówi się za to, całkiem sporo, w Stanach Zjednoczonych - choćby tutaj (HuffPost Music), tutaj (PolicyMic), na Hollywood Gossip, pisał o tym The Vulture, wspominał też brytyjski Guardian i VICE.

Głównym powodem, dla którego temat ten jest omijany w Polsce jest - myślę - trudna do zrozumienia, w kraju o kompletnie innej historii, i - wskutek tego - innej, społecznej wrażliwości, specyfika zagadnienia. Ta druga strona poczynań Miley Cyrus z ostatnich kilku tygodni, to bowiem - jak to postrzegają niektórzy w USA - wykorzystywanie przez białą, zamożną dziewczynę z wyższej klasy średniej i bogatej dzielnicy Nashville w stanie Tennesee, i jednocześnie córkę jednego z najpopupularniejszych muzyków country w historii (ponad 50 milionów sprzedanych albumów na koncie), elementów kultury afroamerykańskiej. To nagły zachwyt i lansowanie twerkingu, to niespotykane zainteresowanie brzmieniami R'n'B (wywodzącymi się, wszakże, z bluesa); to uprzedmiatawianie Afroamerykańskich tancerek w trakcie występów - i redukcja ich do formy obiektów seksualnych tylko i wyłącznie; to grillzy, skórzane kurtki i okulary przeciwsłoneczne jednocześnie. To posługiwanie się przez białą dziewczynę afroamerykańskim slangiem ("They're my homies" - "To moje ziomki", jak to powiedziała w jednym z ostatnio udzielonych wywiadów), przez co redukuje afroamerykański slang - a tym samym i osoby nim operujące w życiu codziennym - do bezwolnych obiektów, pionków za pośrednictwem których toczy bitwy na showbusinessowej szachownicy.

Co ciekawe, podobne głosy można było usłyszeć pod koniec lat '90-tych w przypadku Eminema - dziś jednego z najlepiej sprzedających się, i najbardziej szanowanych w środowisku, raperów w historii. Eminem jednak udowodnił szacunek, jaki ma dla hip-hopowej kultury, i niesamowite umiejętności - zarówno składania tekstów, jak i rymowania samego w sobie. Miley Cyrus…? Podchodzi do tego wszystkiego z kompletnie odwrotnej strony, i zupełnie inaczej.

Pytanie, czy ten rykoszet, którym - według niektórych - obrywa społeczność Afroamerykańska, przy okazji wydawania nowej płyty Miley, jest zamierzony? Obstawiam, że nie. Jest to jednak efekt uboczny całej tej olbrzymiej, multimedialnej machiny promocyjnej, której wszystkich aspektów, i reakcji nań, ktoś gruntownie nie przemyślał.

Lawina już poszła. Płyta wychodzi za 2 tygodnie. Mam jednak nadzieję, że ktośtam jeszcze się w porę zreflektuje - byłoby to istotne zwłaszcza w przypadku USA. Bo to w Stanach właśnie, których to sprawa ta bezpośrednio dotyczy, nieumiejętnie poprowadzona kampania może osłabić premierę płyty - skądinąd zapowiadającej się całkiem nieźle, z produkcjami Mike WiLL Made Ita i Pharrella Williamsa. Jak dla mnie, to jest trochę reakcja na wyrost, i zdeka political correctness gone mad. Z drugiej strony - mając jakąś znajomość amerykańskich realiów, historii i społeczeństwa, częściowo głosy oburzenia rozumiem.

PS Całkiem dobry artykuł na temat tego, jak Miley Cyrus odbierana jest w Stanach, pełen odnośników, linków i odsyłaczy pozwalających głębiej zbadać temat, w wersji angielskiej znajdziecie TUTAJ. Polecam.
...czytaj dalej

Brak Komentarzy