Bonus BGC i kilka słów o Internetowych celebrytach

Bonus BGC to ciekawy przypadek, dobrze obrazujący czasy, w jakich wszyscy funkcjonujemy. Bo tu nagle okazuje się, że gwiazdą można stać się człowiekiem z wyjątkowo ubogim słownictwem (choć to wiadomo już od czasów Dody), ale mało tego: będąc też marnym raperem; gościem o współczynniku inteligencji, który - nawet pomnożony x 5 - nie pozwoliłby zakwalifikować się do MENSY; i okropnym wyjcem, który bezwstydnie i bezceremonialnie upija się - odzierając się w imię sławy z resztek godności - po czym swoje figle-migle, koszałki-opałki i inne wygłupy (w tym i masakrowanie, z wprawnością dyplomowanego masarza, popularnych piosenek), utrwala na kamerze, i - ku uciesze gawiedzi - wrzuca na YouTube'a. Ufff, sporo tego.

A jednak, wbrew pozorom, niewiele dziś potrzeba, by zdobyć popularność. W miejsce latami szlifowanych talentów, pozwalających tworzyć rzeczy przyjemne i miłe dla oka i ucha, weszła bezwstydność właśnie - połączona z umiejętnością zrezygnowania z wszystkiego ludzkiego, co się posiada. W cenie nie jest już sprawność w robieniu rzeczy fajnych, a odzieranie się ze wszystkich możliwych warstw przyzwoitości, moralności i poczucia własnej godności. I to właśnie ta umiejętność, odstawienia wszystkiego, poświęcenia swojego honoru i poczucia godności osobistej, jest dziś - mam momentami wrażenie - najważniejszym (i coraz częściej poszukiwanym) skillem.

Niewiele też potrzeba ludziom, by popularność komuś dali. Widać to doskonale choćby po facebookowym fan-page'u Bonusa BGC, którego popularność w ostatnich tygodniach poszybowała mocno w górę - a który jeszcze pod koniec maja/na początku czerwca, przed pojawieniem się pamiętnego wywiadu u Pakola, na poznańskim deptaku, miał raptem tylko w okolicy tysiąca lajków.

bonus

Potem była jeszcze Lufa-Pytanie, gdzie Pakol lał Bonusowi wódkę (samemu sprytnie popijając mineralkę), i poszło z górki. Efekt? Tak, jak widać powyżej.

Pytanie tylko, gdzie w tym wszystkim jest miejsce na talent…?

Moim zdaniem - to wszystko idealnie wpisuje się w "15 minut sławy" Warhola. Bonus BGC jest typem, który całkowicie zrezygnował z wszystkiego, by tylko - choć chwilę - być na topie. Nie tylko zdecydował się podpisać cyrograf i dać w zastaw swoją godność, powagę, dobre imię, honor i szansę na bycie branym poważnie, ale też poszedł na całość, tatuując sobie kwestie z których zasłynął w Sieci, na szyi i ręce - przez co brzemię swoich pijackich zaśpiewek i fristajli na gazie, będzie nosił całe swoje życie (zapewne i w czasach, gdy YouTube będzie już tylko wspomnieniem - to zakładając oczywiście, że się wcześniej nie zaćpa, tudzież że ktoś, z resztkami słuchu i dobrego smaku, nie da mu wcześniej porządnie w tubę, GTA style).

bonusbgc

Refleksja w jego przypadku, czy też w przypadku innych, internetowych celebrytów, przyjdzie później - i, po wysokim locie zaliczanym dzięki Sieci i posmakowaniu sławy - może to być naprawdę bardzo twarde lądowanie. Choćby dlatego, że praktycznie żaden z internetowych celebrytów nie jest na swoją sławę przygotowany. To trochę "syndrom zwycięzcy totolotka", który pracuje fizycznie od 30 lat, gra co tydzień, i nagle wygrał - w większości przypadków tacy ludzie przepuszczają całą fortunę, bo nie są przyzwyczajeni do obracania dużymi sumami pieniędzy, nie mają wiedzy ekonomicznej, dają się wpuścić w maliny naciągaczom, bądź sami kompletnie źle lokują pieniądze. Tak i tutaj, mam wrażenie, wielu z tych ludzi nie ma przygotowania które ma wiele gwiazd - wsparcia doradców, PRowców, specjalistów od wizerunku, psychologów, managerów, i całej reszty. Decyzje podejmowane są więc przez nich samych, na podstawie własnych odczuć, często bezrefleksyjnie i pochopnie.

Za pół roku, góra rok, pojawi się nowy Kula, Lech Roch Pawlak, czy inny PiKej, i Bonus BGC odejdzie w zapomnienie - permanentne tatuaże jednak zostaną, nie robiąc na nikim żadnego wrażenia, i nie wywołując żadnej reakcji (poza pukaniem się ze współczuciem w głowę, jedynie). Niestety o tym wielu ludzi zapomina - kariera, która nie jest zbudowana na solidnych fundamentach (konsekwentnej, mozolnej pracy; umiejętnościach, talencie, wiedzy, znajomości tematu) potrafi być nagła, i - w dobie mediów społecznościowych - nawet całkiem spora. Jest jednak mocno ograniczona w czasie - bo nie ma elementów, które mogłyby na dłuższą metę ją podtrzymać i wesprzeć. Kariery internetowych celebrytów - czy to Gracjana Roztockiego, czy Kuli, czy Bonusa BGC zapewne - opierają się na jednym triku, chwycie, który porywa w pewnym momencie tłumy. Te same tłumy, po mniejszym albo większym czasie, zaczynają być ogranym do znudzenia chwytem znużone. Wtedy, w 9 przypadkach na 10, kariera się kończy - chyba, że artysta ma na siebie pomysł, i potrafi zdobyć się na reinwencję (jak TEDE, który regularnie zaskakuje nową formą, pomysłami na marketing, koncept-albumami, czy stylem).

Kariery internetowych celebrytów są przelotne i krótkotrwałe, o czym ci celebryci albo nie wiedzą, albo, po prostu, nie myślą (bo życie z tą świadomością jest im bardzo nie na rękę). Chcą wycisnąć ile się da z obecnej popularności, mając nadzieję, że uda się fejm przedłużyć o choć +1 dzień. I tak jest każdego wieczora, aż w końcu, któregoś poranka, bańka pryska. Bo pojawia się ktoś, kto robi coś jeszcze bardziej obciachowego, jeszcze bardziej żenującego, jeszcze bardziej głupkowatego, przy jednoczesnym kompletnym niezdawaniu sobie sprawy ze swojej obciachowości - lub po prostu znakomitym markowaniu własnego ograniczenia, co zresztą i tak wywołuje u mnie uśmiech politowania i kręcenie głową w niedowierzaniu.

Oni przeminą. Ale ci, którzy dłubią gdzieś w tle, z tyłu, po cichu, z dala od świateł reflektorów; z wiedzą, biegłością w mediach; znajomością tematu, psychologii tłumów, grup odbiorczych; elastyczni stylistycznie, nieograniczający się do konkretnych gatunków i unikający szufladek, wypłyną na pierwszy plan. I zostaną na stałe.

Komentarze